Co robić, gdy czekasz na umowę?

No to już dogadałeś się z potencjalnym kontrahentem, jedyne, czego brak do rozpoczęcia pracy to umowa. Umowa się robi. Się pisze. Trochę to trwa. Trzeba sobie znaleźć jakieś zajęcie do zabicia czasu. Ale nie martwcie się, przygotowaliśmy dla Was kilka propozycji co robić, gdy czeka się na umowę.

Zakładając, że Twój kontrahent od razu bierze się za tworzenie umowy od zera, no to masz jakieś dwie godziny czekania. To ze dwa odcinki nowego serialu na Netflixie, możesz też pojechać na zakupy (takie porządne, na tydzień co najmniej). Możesz wstawić i rozwiesić pranie. Zacząć książkę, albo napisać taki wpis na bloga. Lub dwa, robiłem sobie przerwę na herbatę.

Wiadomo, że Twój kontrahent nie zacznie przygotowywać umowy od razu i raczej nie zrobi tego sam. Pewnie zleci to komuś innemu, a to oznacza, że musi wysłać maila, który poczeka w czyjejś skrzynce pocztowej i trafi do kolejki dokumentów czekających na utworzenie. W tym wypadku możesz poczekać dzień, lub dwa. Może trochę więcej, jeśli to okres wypłacania pensji, albo raportów kwartalnych czy rocznych. Kilka dni roboczych to już więcej czasu do zagospodarowania. Możesz już skończyć książkę, którą zacząłeś. Porządne zakupy, które zrobiłeś mogą się już kończyć. Pranie dawno wyschło, możesz je w końcu zdjąć i przestać udawać, że dalej jest mokre.

Ale nie ma co się martwić, umowa przyszła! Tylko czekaj, jeden zapis się nie zgadza, ktoś musiał się pomylić. Trzeba odesłać. To pewnie znowu potrwa. No trudno, pójdziesz na siłownię, albo basen. Od momentu dogadania się z kontrahentem poprawiłeś swój czas na bieżni, nie ma co przerywać dobrej passy. Trzeba robić formę na lato.

W przeciągu kilku dni zdążyłeś przebiec łącznie ze dwa maratony, ale umowa już jest, napisana jak trzeba, podpisujesz i odsyłasz. Teraz oni odeślą Ci egzemplarz z podpisem prezesa i wszystko będzie jak trzeba. Tylko prezes właśnie wyjechał na urlop. Do Wietnamu, na trzy tygodnie. Może faktycznie przygotowanie do maratonu to nie jest taki głupi pomysł.

Przez cały czas przygotowywania umowy mógłbyś kilka razy wykonać zlecenie. A wystarczy odpowiednie zarządzanie czasem. Z Pergaminem moja umowa powstała w czasie przerwy na herbatę w czasie pisania tego wpisu. Szkoda czasu.